 |
|
|
Policjant zatrzymuje jadący zygzakiem samochód.
- Panie, jak pan jeździ - strofuje kierowcę.
- A co mam robić? Muszę omijać te wszystkie białe myszy. Przecież ich nie porozjeżdżam. |
|
 |
|
|
Policjanci
Na skrzyżowaniu zderzyły się dwa samochody. Policjanci wykonują swoje rutynowe czynności.
- Ciekaw jestem - mówi jeden z gapiów - czy blacharze dadzą sobie z tym radę.
- No obywatelu - ripostuje jeden z policjantów. - Radzę wam liczyć się ze słowami!
- A co? Może te wgniecenia da się zalepić gliną?
- Panie władzo - pyta przechodzień policjanta - czy ta ulica jest bezpieczna?
- Słyszałam, że wyszłaś za Mietka.
- Jakby nie była - odpowiada policjant - tobym tu nie stał.
W środku nocy przed hotelem policjanci zatrzymują młodą kobietę. Przeglądając pokazane przez nią dokumenty, jeden pyta:
- Imię?
- Irma.
- Nazwisko?
- Pytlik.
- Zawód?
- Zawód? - wzrusza ramionami kobieta. - No, jak wam powiedzieć...
- Co pani robi?
- Co robię? No, tak chodzę od latarni do latarni.
- Władziu, pisz "elektromonter"
Na moście pijany mężczyzna wyrywa płytki z chodnika i wrzuca je do rzeki. Podbiega do niego policjant i krzyczy.
- Co pan wyprawia?!
A mężczyzna odpowiada spokojnym głosem:
- Patrz pan jakie dziwo, wrzucam kwadraty a kółka się robią.
W centrum miasta wydekoltowana kobieta przechodzi nieprawidłowo przez ulicę. Widzi to policjant i gwiżdże na nią. Kobieta przyspiesza tylko tylko kroku, a policjant, gwiżdżąc coraz głośniej stara się ją zatrzymać. Wreszcie dobiega ją i zaczyna karcąco:
- Dlaczego obywatelka nie zatrzymuje się, gdy gwiżdżę?!
- A co wy sobie myślicie?! - oburza się kobieta. - Gdybym zawsze zatrzymywała się, gdy chłopy gwiżdżą, to chyba bym nigdy nie doszła do domu!
Wieczorem na ulicy policjant tłucze się po latarni i krzyczy:
- Otwierać policja!
Podchodzi do niego jeden z przechodniów.
- Panie władzo, to jest latarnia, tam nikt nie mieszka.
- Jak to nie mieszka? przed chwilę ktoś zapalił światło.
|
|
 |
 |
 |
|
Żołnierze
Nauczyciel pyta ucznia:
- Czy wiesz, jak się nazywają takie zwierzęta, które żyją i na lądzie, i w wodzie?
- Oczywiście, że wiem! Marynarze.
W kawiarni plotkują dwie kobiety.
- Skoro pani mąż jest marynarzem, to rzadko ma go pani dla siebie.
- Gdzieś przez miesiąc w ciągu roku
- Mój boże! To chyba strasznie się pani nudzi?
- Nie przesadzajmy. Miesiąc to naprawdę niewiele czasu.
- Szeregowy Kowalski, wymieńcie najwyższy stopień generalski!
- Generał pilot, panie kapralu.
Do lekarza przychodzi marynarz.
- Mam chyba grypę, panie doktorze.
Lekarz zbadał pacjenta i stwierdza:
- To nie grypa, proszę pana, to choroba weneryczna.
- No właśnie, a ja się zastanawiałem, skąd u mnie grypa.
Szeregowy kowalski, wymieńcie najgroźniejszy nabój.
- Dziewczyna, panie poruczniku>
- Co?!
- No bo jak wpadnie w oko, to zrani serce, wypróżni kieszenie i jeszcze bokiem wyjdzie.
Kapitan zapisał w księdze okrętowej: "Dziś sternik był pijany". W następnym tygodniu sternik prowadził księgę okrętową i zapisał: "Dziś kapitan był trzeźwy".
Kapral tłumaczy żołnierzom:
- Jeżeli rzucimy w powietrze kamień, to musi on w końcu spaść na ziemię, która go przyciąga, jasne?
- A co będzie, jak kamień wpadnie do wody? - wyrywa się jeden z żołnierzy.
- Dlaczego do wody? Czy wy jesteście marynarzem albo komandosem?
- Kapralu Nowak, wytłumaczcie żołnierzom, co to znaczy ojczyzna.
- Ojczyzna - odpowiada Nowak - to jak gdyby moja matka
- Bardzo trafnie! A teraz szeregowy Kowalski powie, co to jest ojczyzna.
- Ojczyzna, panie majorze, to na pewno będzie Nowaka matka!
Rekrut Odkomenderowany do obierania kartofli zwraca się z wyrzutem do sierżanta:
- Mamy dwudziesty pierwszy wiek , a my wciąż nie mamy maszyny do obierania kartofli!
- Jak to? Wy właśnie jesteście najnowszym modelem.
Podczas ćwiczeń sierżant woła do szeregowca:
- Padnij! Przeciwnik może zająć waszą pozycję!
- Niech zajmie - mruczy żołnierz - pełno tu mrówek. |
|